Rozmiar zaniedbań dotyczących nawierzchni dróg powoduje, że coraz częściej spotykamy się z roszczeniami kierowanymi do podmiotów odpowiedzialnych za właściwy stan ciągów komunikacyjnych, zapewniający bezpieczne poruszanie się użytkowników. - Dominika Kaczanowska Osobą trzecią, której wyłączna wina może stanowić podstawę uwolnienia się przez posiadacza mechanicznego środka komunikacji od odpowiedzialności cywilnej ponoszonej na zasadzie ryzyka, jest administrator drogi. Wyłączna wina administratora Zawinione działanie lub zaniechanie administratora drogi (w naszym kraju częściej zaniechanie), którego następstwem były okoliczności stanowiące główną przyczynę zdarzenia powodującego szkodę, może stać się przesłanką egzoneracyjną, jeżeli tylko posiadacz mechanicznego środka komunikacji wykaże, że ciężar gatunkowy tej przyczyny jest tak poważny, że pochłania ona współistniejące z nią okoliczności, które łącznie doprowadziły do powstania szkody. Wyłącznej winy administratora drogi można dopatrywać się np. w zaniedbaniach w zakresie konserwacji i naprawy dróg oraz towarzyszącej im infrastruktury, braku właściwego oznakowania lub niewłaściwej organizacji ruchu. Rozmiar zaniedbań dotyczących nawierzchni dróg powoduje, że coraz częściej spotykamy się z roszczeniami kierowanymi do podmiotów odpowiedzialnych za właściwy stan ciągów komunikacyjnych, zapewniający bezpieczne poruszanie się użytkowników. Chodzi nie tylko o szkody doznane bezpośrednio przez tych użytkowników (np. uszkodzenie pojazdu na skutek wjechania w głęboką wyrwę w jezdni), ale również szkody wyrządzone innym osobom w następstwie ruchu pojazdów. Może zatem dojść do spowodowania przez pojazd szkód w mieniu lub na osobie, jako efekt utraty przez kierującego pojazdem panowania nad jego ruchem na skutek wjechania w dziurę w jezdni. Osoby poszkodowane mogły znajdować się poza pojazdem (np. piesi) lub być jego pasażerami, nie przewożonymi z grzeczności. Dostrzegany problem W zdarzeniach tych, ustalenia dotyczące niewątpliwej winy administratora mogą okazać się dalece niewystarczające dla egzoneracji, trudno bowiem byłoby uznać w świetle wszystkich okoliczności sprawy, że mamy do czynienia z wyłączną winą administratora drogi. Problem ten dostrzegany był niejednokrotnie pod rządami kodeksu zobowiązań, czego przykładem może być orzeczenie z dnia 15 września 1956 r. 4 Cr 356/56 - Przedsiębiorstwo PKS trudniące się zawodowo przewożeniem pasażerów, prowadzące stałe linie komunikacyjne, obowiązane jest znać stan tych dróg, po których kursują autobusy stałych linii osobowych i dołożyć wszelkiej staranności mającej na celu uniknięcie wypadków, zagrażających bezpieczeństwu pasażerów, czy to przez umieszczenie własnych znaków ostrzegawczych, czy też przez ostrzeżenie kierowców o złym stanie dróg i istniejących na pewnych odcinkach przeszkodach. W razie zaniedbania tego obowiązku nie można przypisać wyłącznej winy osobie trzeciej obowiązanej do konserwacji dróg. Zdaniem sądu, do przedsiębiorstwa eksploatującego stałą linię pasażerską należy stosować zdecydowanie surowsze, bardziej rygorystyczne kryteria oceny zachowania i należytej staranności, niż do podmiotów, które nie trudnią się zawodowo przewożeniem pasażerów lub przewozy te nie odbywają na stałych trasach. Bardziej liberalnie zatem oceniane byłoby zachowanie przewoźnika obsługującego ruch turystyczny, użyczającego pojazdy do wycieczek i przejazdów na różnych trasach. Warta przytoczenia w tym miejscu jest teza zawarta w wyroku z dnia 22 października 1970 r. Cr 550/70 - Jak powszechnie wiadomo, w okresie ciężkich warunków atmosferycznych w porze zimowej (śnieżycy, zawiei, gołoledzi) utrzymanie wszystkich dróg publicznych w stanie całkowitego bezpieczeństwa jest technicznie niemożliwe. Kierowca musi się zatem liczyć zawsze z możliwością napotkania odcinka drogi w stanie zagrażającym bezpieczeństwu jazdy. W tych więc warunkach stwierdzenie istnienia w konkretnym momencie czasu takiego nie zabezpieczonego odcinka drogi nie uzasadnia jeszcze domniemania, że funkcjonariusze służby drogowej zaniedbali swoje obowiązki. Dlatego też w każdym wypadku należy wyjaśnić i ustalić, czy przyczyną złego stanu drogi były zaniedbania służby drogowej. Wprawdzie orzeczenie to dotyczyło zagadnienia odpowiedzialności cywilnej zarządcy dróg za wypadki spowodowane złym stanem tych dróg i odnosiło się do kwestii zawinionego działania lub zaniechania funkcjonariusza jako podstawy odpowiedzialności Skarbu Państwa (Rejonu Eksploatacji Dróg Publicznych), to jednak miało również istotne znaczenie dla rozstrzygnięć, których przedmiotem była wyłączna wina administratora (zarządcy) dróg jako przesłanka egzoneracyjna. Skuteczna obrona Częstość zdarzeń związanych z warunkami drogowymi, zarówno tymi będącymi następstwem warunków atmosferycznych, jak i stanu technicznego infrastruktury komunikacyjnej, doprowadziła do wytworzenia skutecznych mechanizmów obronnych podmiotów odpowiedzialnych za powstanie szkody. Posiadacz mechanicznego środka komunikacji przedstawia zatem dowody (zeznania świadków, ekspertyzę biegłego), z których ma wynikać wyłączna wina administratora drogi i tym sposobem usiłuje uwolnić się od odpowiedzialności ponoszonej na zasadzie ryzyka. Zeznania świadków potwierdzają, że spowodowanie szkody ruchem pojazdu zostało np. poprzedzone wjechaniem przez pojazd w wyrwę, natomiast opinia biegłego wspiera twierdzenie kierującego pojazdem, iż nie mógł zapanować nad ruchem pojazdu np. na skutek mechanicznego uszkodzenia układu kierowniczego. Wydawać by się mogło, że taki materiał dowodowy, wskazujący jednoznacznie na wyłączną (główną) przyczynę zdarzenia, pozwoli posiadaczowi pojazdu na uwolnienie się od obowiązku naprawienia szkody. Tymczasem administratorzy dróg, nękani roszczeniami, zaczęli się przed nimi bronić przy pomocy profesjonalnych podmiotów (radców prawnych, kancelarii adwokackich), które w procesach znalazły skuteczny sposób na stwierdzenie braku wyłącznej winy reprezentowanego przez nich pozwanego. Paradoksalnie, sposób ten polega na przedstawianiu okoliczności świadczących o daleko większych zaniedbaniach administratora drogi, niżby to wynikało z dowodów przedstawionych przez powoda. Pozwani dowodzą mianowicie, że wyrwa w jezdni nie jest zjawiskiem powstałym w krótkim czasie przed zaistnieniem zdarzenia powodującego szkodę, lecz jest następstwem wielomiesięcznego braku konserwacji jezdni. Jednocześnie wskazują, że wyrwa znalazła się na trasie, którą posiadacz pokonuje codziennie z miejsca zamieszkania do miejsca pracy. Okoliczności te mają świadczyć o jego wiedzy w zakresie stanu nawierzchni drogi, co z kolei winno było wpłynąć na jego sposób jazdy, dostosowany do istniejących warunków drogowych. Jeżeli w procesie nie zostanie wykazane, że posiadacz pojazdu zna odcinek drogi, na którym znalazła się wyrwa stanowiąca praprzyczynę szkody, pozwany administrator stara się udowodnić, że wyrwa ta była jedną z licznych na administrowanym przez niego odcinku. Z powyższego wywodzi on wniosek o braku po stronie kierującego pojazdem należytej ostrożności i niedostosowaniu sposobu jazdy do warunków drogowych. Zapobiegliwy administrator idzie nawet dalej, w swych staraniach o wykluczenie możliwości przypisania mu wyłącznej winy w zdarzeniu powodującym szkodę i stawia znak drogowy ostrzegający o istnieniu w jezdni dziur, których usuwanie należy do jego obowiązków. Podróżując po drogach (i bezdrożach) Słowińskiego Parku Narodowego miałam także okazję podziwiać dzieło jeszcze bardziej pomysłowego administratora - jezdnię, na której każda z (bardzo licznych) dziur skrupulatnie obmalowana była białą odblaskową farbą. Inwencja Polaków nie zna granic! Dominika Kaczanowska
|